Francja-Monako-Hiszpania-Portugalia

AUTOR: Andrzej

„Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.”

Marcel Proust

TRASA:

Polska-Niemcy-Francja-Monako-Hiszpania-Portugalia-Hiszpania-Francja-Luksemburg-Niemcy-Polska

  • 22 dni (24.06 – 15.07.2013)
  • trzy stolice – Monte Carlo, Barcelona, Lizbona
  • jazda metrem w stolicy Katalonii i Portugalii
  • cztery campingi
  • kilka miast: Cannes, Fatima

Dzień 1,2,3 (24 – 26.06.2013)

Właśnie 24 czerwca szarpnęliśmy się – póki co – na wyjazd życia. Bo tak nazwana została wycieczka na zachód Europy. Pojechaliśmy dobrze znanym szlakiem na Świecko. Nasze autostrady oczywiście płatne – całe 72 pln od Strykowa do granicy. Za niedługo dodatkowo ma być płatny odcinek Pruszków – Stryków. Wyjazd z Warszawy to godzina 19.00, przyjazd na camping Les Embruns na Lazurowym Wybrzeżu ok. godz.21.20.

Po drodze przed granicą z Niemcami krótki nocleg by po przejechaniu przez Monachium, Insbruck, Trento, Weronę, Brescię, Piacenzę, Genuę i Niceę i pokonaniu dystansu 2048 km dotrzeć do celu. Camping ten nie był pierwszym wyborem. Niestety, pora jest dość późna i niektóre miejsca na postawienie namiotu są po prostu pozamykane.

Opłacamy na Les Embruns 4 noclegi w cenie 146 Euro za całość. Cena nie była powalająca ale podobnie jak warunki bytowania. Dojście do plaży przez dwie ulice i tunel pod linią kolejową Nicea – Cannes. W tej lokalizacji wybrzeże Morza Śródziemnego ma nazwę Cote d’ Azur. A sama plaża? Szczegóły można poznać na zdjęciach, ładnie wykamyczkowana z palmami w tle. Minusem była szybko rosnąca głębokość i niezbyt jeszcze wysoka temperatura wody. W oddali można było podziwiać nisko nadlatujące samoloty do położonego w Nicei portu lotniczego. Początek pobytu to tradycyjny rekonesans po campingu. Na plażę przedzieramy się po zmroku. Widok jest niesamowity, słychać szum fal.

Prawdziwe oblicze Morza Śródziemnego poznajemy nazajutrz. Bo wtedy udajemy się na plażę w Biot. Na pewno nie obkleją nam się stopy piachem bo go po prostu tam nie ma. Tam też spędzamy cały dzień zgodnie z zasadą: dzień plażowania, dzień zwiedzania. Nacieszywszy się kamyczkami oszczędzamy akumulatory bo następnego dnia robimy mały wyskok do jednego z najmniejszych państw świata – księstwa Monaco. A to epicentrum wypasu pod każdym względem: łodzie, jachty, limuzyny. Szczegóły – wkrótce.

Dzień 4 (27.06.2013)

Tak, tak. To zdjęcie poniżej to Monaco w pigułce. Co prawda widać tylko miasto Monte Carlo w oddali, piękną łódź i lazur wybrzeża ale wszystko wygląda tam dokładnie tak.

Problemy pojawiają się jednak szybciej niż myśleliśmy. Pierwszy z nich to problem z garażami podziemnymi. Otóż nasza Mazda wraz z trumną na relingach to jakieś 220 cm, a większość garaży wpuszcza wozy o wysokości do 1,8 lub 2,0 metrów. I tak krążyliśmy po stolicy Monaco aż minęła godzina zmiany straży pod Pałacem Książęcym. Podobnie było z Grand Casino w Monte Carlo. Niestety trumna wygrała z nami.

W końcu jednak zaparkowaliśmy na samym wybrzeżu, kilka metrów pod lustrem wody – o zgrozo!!! Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy pod ów Pałac (już bez zmiany warty) a potem pod Musee Oceanographique.

Podziwialiśmy tam – podobnie jak w podparyskim Sea Life – podwodne życie stworzeń morskich. Od małych rybek po rekiny, od jaszczurek po krokodyle. Dziewczynki mogły osobiście pogłaskać nawet rekiny około 1 metra długości – bez strat oczywiście.

Pamiątka

A teraz czas na statystyki:

  • parking 10,4 Euro
  • zakupy na mieście 30 Euro
  • Pamiątka – 16,5 Euro
  • Autostrada Monaco – Antibes 4,8 Euro

Dzień 5 (28.06.2013)

Ostatni dzień pobytu na Lazurowym Wybrzeżu to wycieczka do stolicy światowego kina – Cannes. Z powodu remontu dworca kolejowego w miejscowym Biot, nie mogliśmy zakupić biletów na przejazd w kasie, zatem grzecznie siadamy i zgodnie z informacją dworcową czekamy na podejście kogoś z obsługi. Nikt się nie pojawił aż do stacji w Cannes tak więc podróż odbywamy za zupełną darmochę. Tak udaje się tylko w jedną stronę bo w drodze powrotnej mamy już bilety zakupione w kasie. A cena?

Bilet dla całej czwórki to całe 10 Euro za przejechanie 5 stacji. Tanio więc nie jest ale tyle kosztują francuskie koleje NSCF.

Już na miejscu zaliczamy spacerek po mieście kierując się ku wybrzeżu i Pałacowi Festiwalowemu. Pod nim robimy kilka fotek a na czerwonym dywanie choć przez chwilę czujemy się jak gwiazdy kina. Stamtąd poszliśmy do portu jachtowego.

Kiedy nasz pobyt w Cannes dobiegł do końca, ponownie wsiedliśmy w pociąg i wróciliśmy na camping. Wieczorkiem poszliśmy jeszcze do miejscowego wesołego miasteczka poszaleć a potem szybkie wstępnie pakowanie i opłata za pobyt.

Nazajutrz czekał nas przejazd do Hiszpanii, do miejscowości Mataro. To nie było pożegnanie z Francją bo 11 lipca w drodze powrotnej do Polski znowu tam zawitamy. Tym razem na północy.

Dzień 6,7 (29 – 30.06.2013)

To był dzień pełen przygód. Wjeżdżamy do Hiszpanii. Poruszamy się przez: Aix – En – Provence, Nimes, Montpellier, Perpignan, Gironę aż do Mataro. To tam znajdował się camping o dość interesującej nazwie – Barcelona. Aby osiągnąć cel pokonujemy dystans 634 km, ten całkowity od wyjazdu z domu to 2811 km. Podczas tego przejazdu spotyka nas mało sympatyczna niespodzianka. Na wysokości Montpellier na autostradowej stacji benzynowej udaje się „zarobić” 200 Euro na tzw. zderzak. A to przez nieuwagę manewrującej autem kobiety. Obyło się bez spotkania z policją i zbędnych negocjacji. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale mały stresik był.

Za przejazd wszystkimi odcinkami płatnymi uiścić trzeba było 55 Euro opłat, wyszło więc około 8,5 Euro / 100 km (dotyczy zarówno Francji jak i Hiszpanii). Choć trzeba przyznać, że dobrze rozbudowana sieć hiszpańskich ekspresówek jest bezpłatna, to podczas tego przejazdu ich udział był minimalny.

Kiedy już docieramy na miejsce, to okazuje się że camping Barcelona jest położony w odległości kilku minut jazdy od stolicy Katalonii, więc stąd jego nazwa.

Otrzymujemy kartę rabatową dla stałych bywalców – 5%. Niby niewiele ale złota karta jest w naszym posiadaniu. A sam camping położony jest nad samym brzegiem Morza Śródziemnego, jedynie oddzielony drogą i linią kolejową od akwenu. Na jego terenie znajduje się basen.

Jako że koniec czerwca to nie jest jeszcze pełnia sezonu w Hiszpanii, to camping oferuje możliwość dowozu autokarem do Barcelony za free. To fajna propozycja, bo można dojechać i wrócić z tego miasta bez użycia własnego samochodu. Jako że na campingu zaplanowane mieliśmy pięć noclegów więc mogliśmy sobie pozwolić na dwie darmowe wycieczki.

Rezerwacja wycieczki
Faktura camping

Do bardziej cywilizowanej plaży trzeba było dojechać busami, które odjeżdżały sprzed bramy campingu o wyznaczonych godzinach. Z takiej propozycji oczywiście skorzystaliśmy następnego dnia, by na samej plaży delektować się widokami roznegliżowanych Hiszpanek (dokładnie to ja się delektowałem)😃.

Dzień 8,9 (01 – 02.07.2013)

Welcome to Barcelona!

I oto jedziemy wspomnianym autokarem na Plac Kataloński. Wysiadamy tam i pomykamy wzdłuż ulicy Las Ramblas (największy deptak Barcelony z bazarem ) w stronę wybrzeża.

Po drodze mijamy kolejno: Placa Reial, Park Güell (Park Gaudiego) i Mirador de Colon (pomnik Krzysztofa Kolumba).

Ale już na wzgórze Montjuic wjeżdżamy koleją linową, która swój bieg ma początek w dzielnicy Barceloneta (dzielnica rybacka). Nad samym brzegiem pomnik Krzysztofa Kolumba, to typowe dla tej części Europy. Pamiętajmy, że pomniki odkrywców znajdują się też nad Tagiem w Lizbonie u ujścia do Oceanu Atlantyckiego. Wjazd to koszt 16,5 Euro w obie strony i 11 w jedną. My korzystamy z opcji drugiej, całość za naszą czwórkę to 33 Euro (Zuzka bez opłat).

Aby poruszać się po Barcelonie zaopatrujemy się w bilety 10 – cio przejazdowe (całe 9,80 Euro za sztukę) a takich mieliśmy dwa.

Można też skorzystać podczas zwiedzania z autobusów Barcelona Bus Turistic, które przewiozą nas po mieście wokół najważniejszych zabytków.

Podróż kolejką z Barcelonety na wzgórze Montjuic była fascynująca.

Bilet na kolej

Udało się wykonać też kilka fotografii z kabiny tej kolei.

I kilka fot ze wzgórza.

Po zejściu do podnóża wzgórza idziemy na Stadion Olimpijski, następnie do Palau Nacional.

Nieco podmęczeni upałem wracamy do autokaru by udać się na camping i kolejnego dnia korzystać z jego atrakcji. Oczywiście nie zapominamy o plaży morskiej.

Dzień 10 (03.07.2013)

Drugi wyjazd do Barcelony to podobny schemat: autokar z campingu i dojazd na Plac Catalunja. Stamtąd idziemy do Casa Mila (La Pedrera).

No i na stacji metra Diagonal wsiadamy do pociągu a wysiadkę mamy na stacji Collblanc. To niedaleko już do słynnego stadionu i dumy katalończyków – Camp Nou.

chodzimy do sklepów i butików wokół tego obiektu. Zwiedzanie stadionu to koszt dla dorosłego 23 Euro. Stadion (jeszcze przed przebudową) naprawdę robi wrażenie. Spod Camp Nou wracamy na stację Collblanc i linią L5 jedziemy w kierunku Horta. Wysiadka pod świątynią która jest w ciągłej budowie, mowa o Sagrada Familia. Jej budowa to niekończący się proces ale i tak zachwyca ogromem.

I tu po raz ostatni wsiadamy do podziemnej kolejki, do wagonów linii L2 i opuszczamy ją na stacji Passeig de Gracia.

Pozostaje nam rzut oka na Castell Dels Tres Dragons (Zamek Trzech Smoków) a potem północną bramą wychodzimy w kierunku Arc de Triomf. Tutaj Barcelona też zachwyca ale przychodzi czas na powrót linią metra numer 1 w kierunku Hospital de Bellvitge na stację Catalunja.

Na deser z racji że nasz autokar odjeżdża o godz. 19:00 idziemy ochłonąć w Parc de la Ciutadella, gdzie oglądamy siedzibę Parlamentu Katalonii.

Nie zapomnieliśmy o pamiątkach z tego pięknego miasta: symbolu – jaszczurki, kalkulatora z Camp Nou i ozdobnego talerzyka. To był ostatni akcent pobytu w Hiszpanii, nazajutrz ruszamy w kierunku Portugalii.

Dzień 11,12,13 (04 – 06.07.2013)

Tego dnia o 7 rano opuszczamy Mataro i jedziemy na kraniec Europy pod Lizbonę. Spod Barcelony przebywamy dystans 1286 km mając dystans całkowity wyjazdu 4097 km. Od granicy hiszpańsko – portugalskiej w Badajoz do Lizbony autostrada kosztuje 16 Euro, natomiast jedyny płatny odcinek autostrady w Hiszpanii to ten łączący Lleidę z Saragossą (12,60 euro).

Na tejże granicy cofamy zegarki o jedną godzinę a dojazd na camping Orbitur notujemy o godz.19. Camping znajduje się w pod lizbońską miejscowością Costa de Caparica tuż przy plaży. Opłata za całość to 207,90 Euro / 7 nocy.

Plan jest taki aby na campingu Orbitur spędzić 7 nocy, poplażować, zwiedzić stolicę Portugalii – Lizbonę i miejsce kultu religijnego – Fatimę.

Faktura camping

Dzień 14,15 (07 – 08.07.2013)

Na wycieczkę i zwiedzanie Lizbony przeznaczamy niedzielę, a to dlatego że miasto bardziej puste a i parkowanie bezpłatne. Aby dojechać na miejsce korzystamy z płatnego wiszącego mostu nad Tagiem (opłata 1,60 Euro) i poszukujemy parkingu w sąsiedztwie metra. Wcześniej jednak parkujemy nad Tagiem obok Torre de Belem, która to jest symbolem portugalskiej potęgi morskiej.

W dawnych czasach stała na środku tej rzeki a jej początki sięgają 1520 roku. W wyniku trzęsienia z roku 1755 koryto rzeki się przesunęło i dziś znajduje się ona na prawym jej brzegu.

Nieopodal można podziwiać Pomnik Odkrywców w kształcie karaweli, a na nim między innymi postaci żeglarzy: Henryka Żeglarza, Ferdynanda Magellana czy Vasco da Gamy.

Bo to właśnie stąd wyruszali na wielkie wyprawy Ci odkrywcy.

Odjeżdżając z wybrzeża w głąb stolicy Portugalii kierujemy się do centrum do stacji metra Baixa – Chiado skąd jedziemy do stacji Avenida. Warto wspomnieć, że Lizbona ma 4 linie metra. Po krótkim spacerku dochodzimy do przystanku końcowego tramwaju linii 28 o nazwie Martin Moniz i w nietypowych wnętrzach tego pojazdu szynowego docieramy do końcowego dla nas przystanku – Chiado.

Zgodnie z opisem trasy jedziemy wąskimi uliczkami Starego Miasta w …. nieklimatyzowanym wagonie, siedząc na drewnianych ławeczkach. A przecież temperaturę mamy bardzo wysoką.

Bilet na tramwaj

Podpieczeni upałem wsiadamy do wagonu metra i wracamy na miejsce postoju naszej Mazdy.

Bilety na metro

Pamiątka z Lizbony

A wieczorem pozostało nam nacieszyć się ładną pogodą i równie ładnym zachodem słońca.

Dzień 16, 17 (09 – 10.07.2013)

Kolejne miejsce kultu religijnego zdobyte. Po Częstochowie, Watykanie i Medjugorie przyszedł czas na portugalską Fatimę. To tam właśnie objawiła się Matka Boska trójce dzieci. Ich imiona to Jacinta, Francisco i Lucia.

Podobnie do Lizbony, Fatima przywitała nas ogromnym upałem i specyficzną atmosferą. Oczywiście na miejscu można było zaopatrzyć się w ulotki i pamiątki w języku polskim. Zobaczyliśmy wnętrze Sanktuarium, nie zabrakło też krótkiej modlitwy. Tego dnia na liczniku mieliśmy już 4473 km.

Przyszedł czas na małe podsumowanie pobytu w Portugalii. Z pewnością mieliśmy ekstra słoneczną pogodę a w sklepach przystępne ceny. Nad samym oceanem mogliśmy podziwiać wyczyny surfingowców i tak jak we Włoszech piękne zachody słońca. Niewielką wadą campingu było jego położenie. Co prawda miał on szybkie wyjście na plażę ale otwierane w określonych godzinach. W pozostałym czasie trzeba było przechodzić przez bramę główną co nadrzucało drogi. Dodatkowo jego odległość od plaży to około 1000 metrów do przejścia w pełnym słońcu. Opuszczając Portugalię mieliśmy takie wrażenie, że już tu kiedyś byliśmy i że jeszcze tu powrócimy. Atlantyk na zachodnim wybrzeżu zachwycił falami i czystą wodą. Jej temperatura może nie była jeszcze zbyt wysoka, bo to przecież początek lipca ale samo przebywanie dało dziewczynkom wiele frajdy.

Polecamy Portugalię wszystkim!!!

Dzień 18 (11.07.2013)

A teraz to już tylko bliżej domu. Z Portugalii wyjeżdżamy o poranku i przez Badayoz, Salamancę, Valladolid, Burgos jedziemy na północ Francji w okolice Bordaux. Po drodze mamy najdłuższy most w Europie im. Vasco da Gamy.

Łączna długość mostu Vasca da Gamy to 17,2 km, w tym 0,829 km to przęsło główne, 11,5 km pozostałe przęsła nurtowe oraz 4,8 km to wiadukty dojazdowe oraz węzły.

Opłata za most

Miejsce na namiot znajdujemy na campingu Pyla w miejscowości Pyla – sur – Mer. Lokalizacja tego miejsca nie jest przypadkowa. Bo tuż pod wydmą, której wysokość osiąga 114 m wysokości. To świetne miejsce na sporty wyczynowe, ćwiczą tu spadochroniarze a specyficzne ruchy powietrza unoszą ich z wydmy ku oceanowi.

U nas tak ekstremalnie nie było, ale mogliśmy przekonać się jak ciężkie jest wejście na taką wydmę od strony campingu.

Cały nasz pobyt w tym regionie spędzamy na campingu i plaży nie ruszając się w kierunku innych atrakcji. To był czwarty i ostatni camping na tym urlopie.

Pomału zbieramy się do domu. Przed nami duży dystans – około 2230 km do Warszawy. Większość dystansu udało się przejechać ale w Świecku po przejechaniu ok. 1750 km kapitulujemy i mamy krótką drzemkę.

Podsumowanie wyjazdu:

Dystans całkowity: 7952 km

Koszty campingów: 679 Euro / 2870 pln

Paliwo: dane nieprecyzyjne (około 3600 pln)

Wakacje 2013 szlakiem Francja – Hiszpania – Portugalia – Francja – Polska zakończyły się pełnym sukcesem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.