Murzasichle (10.07 – 24.07.2011)

AUTOR: Andrzej

  • 15 dni (10.07 – 24.07.2011)
  • jedno miejsce noclegowe – Domek pod Jeziorem
  • 7 schronisk słowackich

Dzień 1 (10.07.2011)

Już po raz trzeci z rzędu pierwszy urlop letni spędziliśmy w Tatrach. Zarówno tych polskich jak i słowackich. Wybór miejsca zakwaterowania nie był przypadkowy, bo to po raz kolejny Domek pod Jeziorem w Murzasichlu. U państwa Andrzejaków oczywiście z pokojem z łazienką w cenie 100 pln / doba. Dojazd ze stolicy zajął nam 5,5 godziny. Skład grupy w pierwszej fazie nieco okrojony, bo Ania dołączy do Zuzki, Julci i Jędrka dopiero trzeciego dnia z powodu obowiązków służbowych.

Jak nakazuje tradycja, żadnego dnia nie tylko w Tatrach nie można zmarnować więc czym prędzej zaczęliśmy urlop. Na początek robimy mały rekonesans po Krupówkach zakopiańskich i nowość – cmentarz na Pęksowym Brzyzku.

To najstarsza miejska nekropolia z miejscami pochówku dla zasłużonych ludzi Podhala, Tatr, Zakopanego czy kultury i sztuki ( Kornel Makuszyński, Tytus Chałubiński, itp). Od początku XX wieku chowano tu tylko tych co posiadali tu rodzinne grobowce, albo urządzano symboliczne groby ofiar gór (M. Berbeka) lub też wmurowywano tablice upamiętniające kompozytorów: Szymanowskiego i Karłowicza.

Dzień 2 (11.07.2011)

Drugiego dnia zdobywamy na własnych nogach Gubałówkę (1123 m n.p.m.) To było pierwsze wejście Zuzki tego roku już bez nosidła. Pogoda sprzyjała więc decyzja mogła być tylko taka. A plan wizyty na Gubałówce obejmował zakup lodów, pamiątek i czegoś na ząb.

A potem to spacerek aż do Pająkówki do kolejki krzesełkowej zwożącej turystów na Polanę Szymoszkową. Jest to drugi wariant zjazdu w dół bo pierwszy funkcjonuje z Butorowego Wierchu.

Ten dzień spędziliśmy jeszcze we trójkę, ale już jutro rano będzie komplet – cała czwórka. Przy okazji warto docenić trud Zuzanki, która nie skorzystała z nosidła. Pokazała, że potrafi i tego będziemy się trzymać. Gratulujemy, Zunia!!!!😁

Dzień 3 (12.07.2011)

A ponieważ we wtorek rano nasza grupa miała być kompletna, udaliśmy się na dworzec PKP Zakopane i odebraliśmy naszego sponsora strategicznego z lekko spóźnionego pociągu. Nie tracimy czasu i natychmiast ruszamy na słowacki parking na Łysej Polanie, zupełnie bez kontroli i strachu.

Szybkie przebieranie w płaszcze przeciwdeszczowe (padała mżawka), buty trekkingowe i ruszamy. Na pierwszy ogień szlak dość łatwy Doliną Białej Wody, równoległy do tego na Morskie Oko. Różnica polega na tym, iż jest na nim pusto, cicho a przy tym nie mniej uroczo.

To największa z dolin tatrzańskich po tej stronie Tatr, jej dnem płynie Biała Woda, która po połączeniu z Rybim Potokiem tworzy rzekę Białkę. Na dnie doliny jest kilka polan: Polana pod Upłazki, pod Aniołami i pod Wysoką.

Dzień 4 (13.07.2011)

Środa to kolejna już wizyta u południowych sąsiadów i bardzo dużo wrażeń. Jedziemy aż do Szczyrbskiego Jeziora, skąd w dalszej wędrówce pomagają nam tamtejsze koleje linowe. Tym razem wjeżdżamy na Solisko (1840 m n.p.m.), uzupełniamy album o pieczęć ze schroniska Chata pod Soliskom.

Potem pozostaje już tylko maszerować pod górę na Skrajne Solisko (2093m n.p.m.). To dość ostre wejście z którym poradziła sobie Zuzanka ciągnąc całą grupę za sobą. A widoki na szczycie zrekompensowały nam trud jaki trzeba było włożyć w to podejście. A wracając do kolejki to koszt wjazdu na Solisko to 22 Euro. Na pamiątkę zatrzymaliśmy sobie dwie karty służące do wejścia na kolejkę (kaucja to 2 Euro / sztuka.

Schronisko Chata pod Soliskom funkcjonuje od 1944 roku. Prowadzi do niego ze Szczyrbskiego Jeziora nowoczesny wyciąg krzesełkowy którym wjechaliśmy.

Zejście w dół spod schroniska to kierunek do Doliny Furkotnej porośniętej kępami kosówki. A potem już tylko aleja Magistrali Tatrzańskiej i dochodzimy do samego zbiornika Szczyrbskiego Jeziora.

Tak więc Chata pod Soliskom to po Rainerowej i Bilikowej Chacie, Chacie Oravice i przy Popradzkim Stawie, Chacie Zverowce i Tatliakowej Chacie kolejne schronisko słowackie w naszej kolekcji.

Dzień 5 (14.07.2011)

Łomnica Tatrzańska – Skalne Pleso – Łomnickie Sedlo – Skalna Chata – Chata Zamkowskiego – Rainerowa Chata – Łomnica Tatrzańska

Takimi szlakami słowackimi przeszliśmy tego dnia. Nie pierwszy raz skorzystaliśmy z kolejek słowackich. Tym razem w Łomnicy Tatrzańskiej wsiadamy do takowej i wjeżdżamy na Skalne Pleso (bilety 20 Euro) a następnie na Łomnickie Sedlo (16 Euro – góra / dół). Wysiadamy nad Jeziorem Skalnym na wysokości 1751 m n.p.m., to właśnie tu znajduje się dolna stacja kolejki na Łomnicę.

Wjazd na Łomnicką Groń to ekstra widoki na miasto i jeszcze wyższe partie Tatr (2190 m n.p.m.), a stąd już kilkadziesiąt metrów na najwyższy punkt Tatr, na który udało nam się wdrapać – Wielką Łomnicką Basztę (2201 m n.p.m.)

A to widoki znad Jeziora Skalnego.

Podczas zejścia wyhaczyliśmy trzy schroniska słowackie w tym dwa nowe: Skalnatą Chatę i Chatę Zamkowskiego (pieczęcie poniżej) oraz dobrze nam znaną Rainerową Chatę.

Był to bardzo owocny dzień z kolejnymi wyciągami i schroniskami, towarzystwo wspaniałych widoków i duże wysokości zrekompensowały duży wysiłek włożony w to wszystko.

Dzień 6 (15.07.2011)

Terma Bania

Z powodu kiepskiej aury dzisiaj odwiedziliśmy konkurencję term bukowińskich – Termy Bania w Białce Tatrzańskiej. Obiekty są bliźniaczo podobne, czyste z podobnymi atrakcjami dla każdego.

To alternatywna oferta dla tych którzy szukają wytchnienia po trudach wspinaczki tatrzańskiej. Za całą naszą grupę płacimy 109 pln.

Dzień 7 (16.07.2011)

Chata Zverowka – Adamcula – Rohackie Plesa – Chata Tatliaka – Chata Zverowka

Taki oto wariant wędrówki założyliśmy sobie na ten dzień. I udało się go zrealizować, choć nie było łatwo. Zrobiliśmy to czego nie udało się zrobić w 2010 roku z powodu burzy i zbyt lajtowego myślenia o Tatrach.

Parking

A Rohackie Stawy to cztery leżące na trzech poziomach stawy w Dolinie Rohackiej w słowackiej części Tatr Zachodnich. Są to:

Wyżni Staw Rohacki, Pośrednie Stawy Rohackie i Niżni Staw Rohacki

Rohacze (bo tak brzmi ogólna ich nazwa) zachwyciły nas ilością jezior i ich czystością.

Reasumując, wycieczka którą planowaliśmy rok wstecz nie mogła się udać, gdyż szlak wymagał dużego samozaparcia uczestników a jego stopień trudności sprawił że było to wtedy niewykonalne. I mamy taką ciekawostkę, otóż Niżni Staw był nawet nazywany Orawskim Morskim Okiem.

Dzień 8 (17.07.2011)

Tatrzańska Kotlina – Chata Plesnivec – Dolina Siedmiu Źródeł – Tatrzańska Kotlina

Parking

Który to już raz po słowackiej stronie Tatr? Kto by to liczył, bo skoro tak nam się tu podoba to zadomowiliśmy się i z pewnością będziemy wracać.

Zaatakowaliśmy kolejną miejscowość tym razem położoną relatywnie blisko granicy z Polską – Tatrzańską Kotlinę i zdobyliśmy nową pieczęć schroniskową z Chaty Plesnivec. Chata Szarotka (polska wersja) to uroczo położone schronisko, troszeczkę na uboczu – ale jak pięknie!!!

Znajduje się w Dolinie do Siedmiu Źródeł na wysokości 1290 m n.p.m. Na przemian było ono schroniskiem i stacją badawczą.

A sama Tatrzańska Kotlina? To miejsce typowo uzdrowiskowe, ale czego spodziewać się po takiej pięknej lokalizacji.

Dzień 9 (18.07.2011)

Kuźnice – Kasprowy Wierch – Kuźnice

Który to już raz na Kasprowym? Teraz trochę statystyk: rok 2009 – wjazd koleją i zejście przez Kopę Kondracką, rok 2010 – wjazd i zjazd koleją a potem Nosal, rok 2011 – wejście i …. zjazd.

Plan na ten rok zakładał wejście szlakiem przez Myślenickie Turnie i dalszy kierunek to przełęcz pod Świnicą. Niestety mocno popadało a że lipiec w Tatrach to dużo opadów (przez 160 dni w roku pada tu deszcz), więc wymusiło to zmianę planów.

Z pozytywów? Jula dała radę a Zuzkę trzeba było donieść w nosidle. Podczas opadu deszczu doceniliśmy gościnność restauracji na Kasprowym Wierchu i ogrzaliśmy się nieco.

Z góry – niestety – zjechaliśmy nieco smutni, a kolejna próba w stronę Świnicy być może za rok.

Dzień 10 (19.07.2011)

Dolina Małej Łąki – Mała Polana Rówieńki – Wielka Polana Małołącka – Dolina Małej Łąki

Tę część szlaku przeszliśmy rok wcześniej z tą różnicą że z Polany Małołąckiej udaliśmy się w kierunku Giewontu, bez planów aby ten szczyt zdobyć.

Dzień 11 (20.07.2011)

Kieżmarskie Żłoby – Dolina Białej Wody Kieżmarskiej – Rzeżuchowa Polana -Kieżmarskie Żłoby

Po raz kolejny chcemy zobaczyć słowacką część Tatr. Wycieczka samochodowa w ten rejon nie jest zbyt odległą od granicy z Polską, ale prognozy pogody nie nastrajają zbyt optymistycznie. My jednak pełni nadziei nie chcemy marnować wolnego dnia i idziemy. Nie mamy ściśle zaplanowanej trasy do przejścia, bo możliwości w tym miejscu są dość duże.

Po drodze możemy podziwiać białą poświatę, bo to przecież Dolina Białej Wody …. Decyzją większości dochodzimy do Rzeżuchowej Polany i na tym poprzestajemy. Zresztą ten odcinek szlaku jest mało widokowy, więc decyzja o powrocie jest jednogłośna.

I okazała się ona słuszna, bo tuż przed dojściem do samochodu grzmotnęło i lunęło.☂☂☂

Dzień 12 (21.07.2011)

Toporowa Cyrhla – Wielki Kopieniec (1328 m n.p.m.) – Polana pod Kopieńcem – Polana Olczyska – Jaszczurówka

Prognozy na ten dzień znowu nie nastrajają optymistycznie, co prawda nie ma opadów deszczu ale z widokami może być kiepsko. Parkujemy w Cyrhli nieopodal wejścia na szlak zielony i czerwony.

Ten drugi wiedzie w kierunku Psiej Trawki, zielony natomiast w kierunku Polany pod Kopieńcem. Tam też wędrujemy by wejść na Wielki Kopieniec. O widokach nawet nie warto mówić bo po prostu ich nie było. Silna mgła i nisko zawieszone chmury nie pozwoliły cieszyć oczu widokami na wyższe partie Tatr.

Po raz pierwszy pojawiliśmy się w Jaszczurówce, skąd trzeba było wrócić po samochód busem aż do Cyrhli. Z pewnością widoki na całe Podhale i Zakopane cudne, ale jak to jest w rzeczywistości przekonamy się jeszcze kiedyś bo to nie jest szlak zbyt wymagający.

Dzień 13, 14 (22 – 23.07.2011)

Ostatnie dwa dni pobytu w Murzasichlu to dwa wydarzenia: wizyta nad jeziorkiem nieopodal domku i letnie Grand Prix 2011 na Wielkiej Krokwi w Zakopanem.

Udało się nam zlokalizować to słynne bajorko po małym kamieniołomie. I to dopiero podczas trzeciego pobytu w tym miejscu za namową gospodyni obiektu – p. Kasi. Miejsce to jest nieco odludne, nie odwiedzane przez turystów z racji położenia, robimy kilka fotek.

W ostatni dzień urlopu po raz pierwszy na żywo obejrzeliśmy konkurs skoków. Co prawda na igielicie, latem i już bez Małysza, ale podium i tak było nasze. Impreza ta to cykl obejmujący skoki w Wiśle na skoczni „Malinka” imienia A. Małysza i na skoczni Skalite w Szczyrku. Tego konkursu nie wygraliśmy, ale nasz Kamil Stoch był trzeci, za Morgim (Tomas Morgenstern) i Szlirim (Gregor Schlierenzauer).

Przy okazji zawodów zaopatrzyliśmy się w gadżety narodowe widoczne na zdjęciach: kapelusz, szalik i chorągiewki. W barwach narodowych oczywiście. Po takich emocjach na skoczni im. Stanisława Marusarza aż chce się powiedzieć: szkoda że to nie Puchar Świata i że zabrakło naszego Mistrza.

Tatrom dziękujemy za gościnę!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.