Murzasichle (18.08.2018 – 25.08.2018)

AUTOR: Julia

  • 7 dni
  • 4 schroniska, w tym jedno słowackie (Śląski Dom, Schronisko Górskie PTTK na Polanie Chochołowskiej, Morskie Oko, Hala Ornak PTTK)

Dzień 1 (18.08.2018)

W tym roku zdecydowaliśmy się znowu pojechać do państwa Kuligów, pani Haliny i pana Marcina do pensjonatu „Za Potokiem” w Murzasichlu. Byliśmy w tym miejscu kilka razy i jesteśmy bardzo zadowoleni z warunków. Z całego serca możemy polecić to miejsce osobom, które lubią spokój oraz rodzinną atmosferę.

Po szybkim zakwaterowaniu wyruszamy na szlak, decydujemy się pojechać do naszych południowych sąsiadów – Słowaków. Tym razem padło na Śląski Dom. To nasz drugi raz w tym miejscu. Wiemy, że szlak nie jest bardzo trudny wręcz idealny jak na pierwszy dzień pobytu w Tatrach. Po przyjeździe do Tatrianskiej Polianki nie mamy większych problemów z parkowaniem. Na Słowacji nie ma problemów z kolejkami do kas biletowych, ponieważ szlaki są ogólnodostępne dla ludzi, wejście na szlak jest bezpłatne. Po minięciu pierwszych zakrętów spostrzegamy tak zwane skróty. My jednak postanawiamy iść drogą asfaltową, ponieważ łatwiej utrzymuje się stałe tempo oraz nie męczymy się tak szybko. Nadszedł wreszcie moment, gdzie powoli zaczynają pojawiać się widoki na góry, milej robi się człowiekowi gdy widzi efekty swoich starań. Po drodze widzimy rowerzystów, którzy za wszelką cenę próbują wjechać na górę, oczywiście ci panowie są na tyle silni, że nas wyprzedzają. My jednak nie przejmujemy się tym, bo dzisiejsza wędrówka ma na celu „oswojenie” mięśni przed dłuższymi i bardziej wyczerpującymi trasami. Po jakimś czasie docieramy do określonego celu. Widzimy piękne widoki rozpościerające się na Tatry oraz słowackie miasteczka. Nie możemy jednak za długo przebywać na górze, bo wieje. Nikt nie chce rozchorować się na początku urlopu. Po przybiciu pieczątki, usatysfakcjonowani możemy iść na dół. Droga powrotna mija nam zdecydowanie szybciej, po drodze dostrzegamy szczegóły, których nie widzieliśmy podczas drogi do schroniska. Oczywiście nie obyło się bez pamiątkowych zdjęć. Podsumowując wszyscy cali doszli na dół tylko kostki trochę obdarte. Liczymy na to, że nie przeszkodzi nam to w naszych planach na najbliższe dni. Cała piętnastokilometrowa trasa zajęła nam niespełna 4 godziny, a dokładnie to 3h i 40 min. Pełni nowych wrażeń wracamy szczęśliwie do pensjonatu.

Dzień 2 (19.08.2018)

Po śniadania postanawiamy udać się na Wierch Poroniec. Niestety, gdy dojeżdżamy na miejsce okazuje się, że parking jest pełny a okoliczne pobocza zajęte. Jesteśmy zmuszeni do znalezienia innego miejsca na zostawienie samochodu, stajemy na poboczu przy rondzie i dzięki temu oszczędzamy 20 zł. 😄 Nie tracąc energii ruszamy w kierunku Rusinowej Polany. W czasie drogi planujemy trasy na kolejne dni, droga nam szybko mija i jesteśmy na miejscu. Po dojściu na polanę robimy zdjęcia i ruszamy na Gęsią Szyję. Widząc wysokie schody można się przerazić. Początkowy odcinek, zniechęca turystów do wejścia, ale my wiemy, że warto będzie chwilę się pomęczyć, aby podziwiać piękno Tatr. Tak jak pisałam wcześniej widoki zapierają dech w piersiach, nie jest to może wysoki szczyt ale za to warty uwagi. Oczywiście nasze ambicje nie kończą się tutaj, my mamy zamiar zejść jeszcze na Rówień Waksmundzką. Stamtąd idziemy na Psią Trawkę, a następnie do Brzezin. Jest to nowy odcinek dla nas. Nigdy wcześniej nie szliśmy z Równi Waksmundzkiej na Psią Trawkę. Uważamy ten odcinek za dosyć ciekawy jak na pierwszy raz. Chociaż są trasy, które są ciekawsze i bardziej atrakcyjne dla nas. Po drodze widzimy dzieło halnego, który powyrywał drzewa z korzeniami oraz zniszczył część trasy. Widząc to nie mogliśmy uwierzyć jaką siłę może mieć natura. Po zejściu na dół czekamy, aż nasz kierowca (Andrzej) pojedzie busem po samochód i wróci do nas. Podczas jego nieobecności przybijamy pieczątki oraz rozmawiamy.

Dzień 3 (20.08.2018)

Dzisiejszy spacer rozpoczynamy w Dolinie Chochołowskiej. Mamy wcześniej kupione bilety tygodniowe, dzięki temu nie stoimy w kolejce do kasy. Korzystamy z traktorka „Rakoń”, płacimy 5 zł od osoby. Jeśli mamy do pokonania dłuższą trasę korzystamy z tego udogodnienia, dzięki temu mamy więcej siły na odcinkach bardziej wymagających oraz oszczędzamy trochę czasu. Po dojechaniu na Polanę Huciską ruszamy żwawym tempem do schroniska. W czasie wędrówki widzimy wywóz drzew zniszczonych przez halny. Podczas drogi jest trochę błota, ale dajemy radę przebrnąć przez przeszkodę. Po dojściu do schroniska chwilkę odpoczywamy, a następnie ruszamy w kierunku „Grzesia„. W czasie drogi widzimy płynącą wodą z góry. Droga nam mija dosyć szybko, bo jak zawsze znajdujemy tematy do rozmowy. Nagle szlak wychodzi z lasu i widzimy kosodrzewinę, nie ukrywamy radości z tego powodu, bo to oznacza, że szczyt jest coraz bliżej nas. Gdy zbliżamy się do celu zaczyna lekko mżyć, ale nic nam nie zepsuje tej radości z powodu zdobycia „Grzesia”. Po drodze idziemy jeszcze na „Bobrovecke sedlo”. Tam spotykamy pana, który opowiada nam o dawnym szlaku na „Grzesia” oraz o Tatrach, a następnie schodzimy. Idąc w dół zapominamy o wysiłku, który włożyliśmy idąc w górę i rozmyślamy o planach na dzisiejszy wieczór. Jednogłośnie twierdzimy, że ta wycieczka była udana. Po powrocie idziemy na spacer po Murzasichlu. 🥰

Dzień 4 (21.08.2018)

Plany na dzisiejszy dzień są bardziej skromne od tych z wczoraj. Wybieramy się do schroniska Ornak. Nie spieszymy się zbytnio, bo chcemy dać odpocząć naszym nogom i piętom. Trochę się napracowały przez parę dni, dlatego zamierzamy odetchnąć przez jeden dzień. Trasa do schroniska mija nam dosyć szybko. W schronisku przybijamy pieczątki, mamy problem z nimi, bo jest słaby tusz, ale coś na nich widać. Po kilku minutach zaczynamy schodzić. Po drodze widzimy młodych ludzi, którzy wysiadają z bryczek i są zdziwieni, że nie dojechali do schroniska. Często zdrowi korzystają z powozów, a ci starsi idą pieszo. To przykre, że leniwi ludzie nie chcą lub nie mają siły by pokonać dolinę, która jest jedną z łatwiejszych tras w całych Tatrach. Po powrocie do pensjonatu idziemy do parku linowego „Modrzewiowy Dwór”. Zuzka korzysta z trasy „extreme”, oczywiście przechodzi całą bez żadnych problemów. Wieczorem czeka na nas grill oraz ognisko.

Dzień 5 (22.08.2018)

Tego dnia postanawiamy pojechać do Palenicy Białczańskiej. Mamy zamiar dojść do Morskiego Oka. Jednak mamy problem z parkowaniem i musimy skorzystać z parkingu na Słowacji, przez co musimy podejść spory kawałek pieszo. Dzisiaj pobiliśmy rekord. Podejście w górę zajęło nam 1h i 45 min. Wyruszyliśmy na dole w tym samym momencie co bryczka z ludźmi, wyprzedziliśmy ich i doszliśmy szybciej. Ludzie byli bardzo zdziwieni z tego powodu, ale chyba zauważyli co się wydarzyło. Po dojściu do schroniska mamy problem ze zrobieniem zdjęć, ponieważ trochę za późno przyjechaliśmy. Jednak udaje nam się coś wykonać i wracamy z powrotem na parking. Cała ponad 20 kilometrowa wycieczka zajmuje nam nieco ponad 4 godziny, ale jesteśmy zachwyceni swoim rekordem. Mamy nadzieje, że go pobijemy za jakiś czas. Po wycieczce idziemy jeszcze pieszo na parking i przy okazji robimy małe zakupy u sąsiada Polski. Oczywiście wieczorem czeka na nas grill i ognisko. 😊

Dzień 6 (23.08.2018)

Po wielu latach postanawiamy powtórzyć swoją trasę. Idziemy Doliną Lejową na Kominiarski Przysłup. Ten odcinek nie jest wymagający, ale trochę czasu trzeba na to poświęcić. Potem idziemy do Doliny Kościeliskiej, żeby ruszyć na Przysłup Miętusi. Ten odcinek jest dłuższy i na pewno bardziej wymagający niż poprzedni, ale po malutko dochodzimy tam. Następnie schodzimy do Doliny Małej Łąki, potem do Nędzówki i do Kir.Takiej trasy jeszcze nie mieliśmy, było to połączenie miejsc, które znamy i lubimy, ale nigdy ich nie łączyliśmy w jedną wycieczkę. Uważamy, że był to dobry pomysł na ten dzień. Oczywiście po powrocie czeka na nas grill i ognisko.🤗

Dzień 7 (24.08.2018)

Ten dzień postanawiamy spędzić spokojnie, bo to ostatni dzień naszego wyjazdu. Niedługo zaczyna się rok szkolny, kończy się urlop i wakacje i będzie znacznie mniej okazji do spędzenia wspólnie czasu. Postanawiamy wybrać się na Krupówki, robimy małe zakupy i idziemy na Pęksowy Brzyzek ( stary zakopiański cmentarz sław Podhala). Następnie zajeżdżamy na skocznie tzw. Wielką Krokiew im. Stanisława Marusarza. Podziwiamy młodych ludzi próbujących skakać na skoczni. Oczywiście były to osoby mające na to pozwolenie. Na koniec zajeżdżamy do sklepu po prowiant na jutrzejszą drogę powrotną.

To był kolejny fajny pobyt u państwa Kuligów. W przyszłości pewnie jeszcze nie raz pojawimy się w Tatrach i zapewne będzie to wieś Murzasichle. ⛰

Przecież uwielbiamy to miejsce.😁😁

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.